Rodzice z podstawówki przy ul. Porajów mówią dość impasowi, jaki od kilku lat trwa w sprawie odnowy m.in. wyłączonego już kilka lat temu z użytkowania boiska do piłki nożnej. Stworzyli nieformalną grupę nacisku, która przypomniała ostatnio urzędnikom dzielnicy o katastrofalnym stanie boisk przy SP 314 i czekającym na realizację już od czterech lat projekcie ich modernizacji.

– Od kiedy pamiętam, na każdym zebraniu rady rodziców poruszana była kwestia boisk, których stan zagraża nie tylko zdrowiu, ale nawet życiu naszych dzieci – mówi Michał Pierzchała, przewodniczący Rady Rodziców przy SP 314. – Przez wiele lat monity dyrekcji szkoły w sprawie ich remontu były zbywane standardowym sformułowaniem „brak środków”. To jakaś kpina. Zapraszamy państwa z urzędu na nasze boiska, aby przekonali się, że nie da się na nich prowadzić zajęć. Czy nie zależy wam na zapewnieniu podstawowych warunków do rozwoju fizycznego ponad tysiąca uczniów? – pyta Michał Pierzchała.

Ostatnio wysłał on, jako przedstawiciel wszystkich rodziców, pisma do burmistrza, przewodniczącego rady dzielnicy oraz do radnych, którym z racji pełnionych funkcji  sprawa bezpieczeństwa na boiskach przyszkolnych powinna być bliska. Odezwali się m.in. Elżbieta Świtalska, przewodnicząca komisji oświaty, kultury i sportu oraz Wojciech Tumasz, radny m.in. z komisji planu i budżetu. – Zdziwiłem się, bo oni nic nie wiedzieli o problemach z naszymi boiskami, ale natychmiast starali się dowiedzieć, co w tej sprawie można zrobić. Przyjechali też na „wizję lokalną” naszych boisk, byli wręcz zszokowani zastaną sytuacją – mówi Pierzchała. Niewiedza radnych jest tym bardziej zdumiewająca, gdyż od lat na każdym spotkaniu białołęckich dyrektorów szkół z burmistrzem, dyrektor Turowska każdorazowo wspominała o pogarszającym się stanie obiektu.


– Rzeczywiście, wcześniej do komisji, której przewodniczę, nie docierały sygnały, że z boiskami SP przy ul. Porajów jest tak źle – przyznaje Świtalska. – Podobnie jak jeszcze kilka tygodni temu nie wiedzieliśmy o sytuacji na boiskach BOS przy ul. Strumykowej. Gdzieś szwankuje przepływ informacji, dlatego w najbliższym czasie poproszę o przygotowanie pełnego wykazu koniecznych remontów i modernizacji w szkołach i obiektach sportowych na Białołęce. Sukcesywnie będziemy starali się je realizować – dodaje przewodnicząca komisji.

Na pisma od rady rodziców zareagowała również komisja inwestycyjna, która na posiedzeniu tydzień temu zobligowała burmistrza do ponownego oszacowania kosztów remontu boisk przy Porajów.

Projekt już jest
Ponownego, bowiem już w 2008 r. władze dzielnicy zleciły – m.in. wskutek monitów dyrekcji szkoły – wykonanie projektu budowlanego modernizacji boisk i ich okolicy. Po wielokrotnej wizji lokalnej projektant ze Studia Architektury Rekreacyjnej Olaf Chmielewski stwierdził, że nawierzchnia wszystkich boisk jest w złym stanie technicznym, podobnie jak chodniki i sąsiadujące z boiskami placyki zabaw. Powstał projekt, który szczegółowo rozwiązywał te kwestie, wraz z planami systemów odwadniających, rozmieszczeniem oświetlenia czy wyposażenia sportowego.

Dokument architektoniczny był światełkiem w tunelu, które dawało nadzieję na szybką realizację. Niestety, po jego zatwierdzeniu światełko zgasło, bo od tego czasu władze dzielnicy nie zrobiły nic, aby te boiska odnowić. Wciąż brakowało pieniędzy na tę inwestycję.

Koszt remontu oszacowano bowiem na blisko 2,4 mln zł. – Kosztorys powstał w czasach boomu inwestycyjnego, teraz spodziewamy się, że obecnie wydatki mogą być nawet o 30-50 proc. niższe. Warto więc wykorzystać bessę na rynku budowlanym i ruszyć z remontem boisk przy Porajów – twierdzi radny Wojciech Tumasz. Stąd intensyfikacja działań rady rodziców oraz wniosek radnych o ponowne sporządzenie kosztorysu.


– Skoro zostały poczynione tak poważne kroki, jak przygotowanie projektu wykonawczego, to naturalną drogą powinna być jego realizacja – uważa Michał Pierzchała. – Tym bardziej, że projekt został opłacony z budżetu dzielnicy, więc odstawienie go na półkę niepamięci byłoby wielką rozrzutnością – tłumaczy.

Zakaz gry w piłkę
Obecnie z uwagi na bezpieczeństwo wyłączone z użytkowania jest boisko do piłki nożnej, wiele do życzenia pozostawiają też boiska do piłki ręcznej, siatkowej i koszykówki. Przejście, którym dzieci docierają na boiska, biegnie obok wystających betonowych płyt, a ogrodzenia są skorodowane. Sypią się wielokrotnie już łatane schody. Wielokrotnie swoje zastrzeżenia nt.  stanu obiektu zgłaszał sanepid. W szkole są trzy klasy sportowe, które muszą realizować swój program, więc na trzech boiskach nadal odbywają się zajęcia. – Jako rada rodziców zastanawiamy się, czy nie rekomendować dyrekcji szkoły wprowadzenia zakazu użytkowania również tych obiektów, aby uniknąć nieszczęścia – mówi Pierzchała.

Na opieszałości urzędników tracą przede wszystkim uczniowie, ale również i szkoła. Gdyby boiska spełniały wymogi bezpieczeństwa, mogłaby ona zarabiać na wynajmie obiektów szkółkom piłkarskim, których działa wiele na Białołęce. Jak wynika z naszych ustaleń szkoły pobierają ok. 90 zł za godzinę, przy czym treningi trwają 1,5 godziny i odbywają się dwa razy w tygodniu.

– Na Białołęce dramatycznie brakuje boisk, bo przybywa szkół piłkarskich – mówi Andrzej Telakowiec, kierownik sekcji piłkarskiej w Akademii Piłkarskiej Agape Białołęka. – Gdyby wyremontowano boisko przy Porajów, pierwsi stanęlibyśmy w kolejce, żeby je wynająć. Na razie od wielu lat nie bierzemy go pod uwagę planując rozmieszczenie naszych treningów – dodaje. – Białołęka się rozrasta, jest to coraz więcej dzieci i one chcą grać w piłkę. Niestety, musimy przeprowadzać selekcję, gdyż nie mamy gdzie ich uczyć – przyznaje prezes jednej ze szkółek piłkarskich. – Raczej nam ubywa miejsc, niż przybywa, czego przykładem jest Orlik przy ul. Kowalczyka. To nie jest normalne – dodaje.

Remont na jubileusz?
W przyszłym roku SP 314 będzie obchodziła jubileusz 30-lecia istnienia. Obecne boiska powstały w 1998 r. i od tego czasu nie były modernizowane. – Już sześć lat temu, gdy przyszłam tu do pracy, były one w opłakanym stanie – mówi Iwona Turowska, dyrektorka szkoły. Ich dość szybko pogarszający się stan techniczny wynikał z intensywnego użytkowania (były ogólnodostępne), ale także z osadzania się gruntu. Gdy powstawała szkoła i okoliczne bloki, tereny te nie były jeszcze dobrze wysuszone, stąd z biegiem lat następowały ruchy ziemi i tym samym następowało pękanie nawierzchni boisk.

Dyrektor Turowska stara się tłumaczyć opieszałość urzędników. – Nasza szkoła jest jedną z największych i najstarszych zarazem placówek oświatowych na Białołęce, stąd i potrzeby mamy duże – mówi. – Dzielnica praktycznie co roku przeznacza duże środki a to na remont naszych łazienek, a to na odnowę elewacji. Zdaję sobie sprawę, że nie jesteśmy jedyni, którzy chcą się remontować, więc czekamy – dodaje.

Radna Świtalska również zaleca cierpliwość. – Sytuacja jest trudna i wspólnie musimy jej podołać, aby nasze dzieci z radością uczestniczyły w zajęciach sportowych i było to dla niech absolutnie bezpieczne – mówi. – W budżecie na przyszły rok nie ma pozycji modernizacji tych boisk, większe szanse są w 2014 r. Budżet dzielnicy jest jednak żywym organizmem, więc o tej palącej potrzebie będziemy rozmawiać i pilnie poszukiwać rozwiązań – dodaje.